poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział VI Nienawiść i miłość. Dwie różne sprawy.

Dla Aresa, który wymyślił świetny eliksir
                                                  **********************
Jackson uciekł, no i co z tego?! Nie to było najgorsze. On zabrał... on zabrał Bellę. Wolę zostać porażony piorunem ojca, niż żeby ktoś porwał moją koleżankę. Okno było otwarte, jechaliśmy obok oceanu. No tak, wszystko jasne!
- Michaeeeel! Luuuuke! - słychać było od wody. Odległy głos Belli. Bez namysłu wyskoczyłem z samochodu, z jedynie mieczem w ręku i skrzydlatymi Air Maxami na nogach. Luke zatrzymał wóz.
- Dajesz! Dogonisz ją! - rzucił mi worek. Nie ten stary, tamten był podarty. Ten miał złocistą powłokę mieniącą się w świetle słońca. Cesarskie złoto. Z tego materiału wykonano mój hełm. Koniec o broni, jeśli chcecie wiedzieć więcej zapytajcie tych od Hefajstosa. Buty od Hermesa były naprawdę szybkie. Wyciągnąłem z pasa coś w stylu boskiego GPS. Na ekranie pojawił się napis Witamy w BWGTJ ("Bóg Wie Gdzie To Jest). Powiedz, kogo chcesz namierzyć.
- Percy Jackson, syn Posejdona.
Strona Jackson.org. Leć prosto. Jesteś pół kilometra od celu. "To za daleko" - pomyślałem z rozpaczą. - "Jestem synem Zeusa. Gdzie ty masz mózg, czubku?" - Rozkazałem wiatrom wiać tak, żeby przyspieszały mnie. Tak, umiem latać. Każdy od Zeusa umie. Ale nie tak szybko jak z butami od Hermesa, czyli ponad 100 km/h. W oceanie zaczęły się robić różnego rodzaju bałwany. Już nie daleko. Jeszcze chwila i... widzę ich. Na olbrzymiej fali stał Jackson trzymając wyrywającą się Bellę. Z tego co widziałem, próbował ją pocałować. Cóż, zobaczymy jak syn Zeusa umie pływać!
- Αδιάβροχες, αδιάβροχες, δώσε μου τους ανθρώπους που είναι μαζί σας! - Powiedziałem po starogrecku, co znaczyło mniej-więcej Wodo, wodo oddaj mi ludzi, którzy są przy tobie czy jakoś tak. Nie wiem nawet z kąt mi się to wzięło, ale Bella i Jackson wylecieli w powietrze, jakby na gejzerze. Jacksona złapałem za kark i zobaczyłem co ma w kieszeniach. Kula teleportacji, dysk teleportujący firmy "Boskie fruuu!" i inne badziewie do teleportacji. Wszystko włożyłem do kieszeni. Jacksona wpakowałem do worka. Bella poleciała znacznie wyżej. Wpadła prosto w moje eee... objęcia. Polecieliśmy razem nad kanion, gdzie zaparkował Luke. Kiedy nas zauważył, uśmiechnął się i pomachał nam. Nagle, jego uśmiech gwałtownie zbladł.
- Szybciej, szybciej! - Teraz to zobaczyłem. Bella miała głęboką ranę w okolicach ramienia. Kiedy się przyjrzałem, okazało się, że to napis: Moja na zawsze. P.W.J. Perseusz Wiliam Jackson. Miałem ochotę cisnąć worek w góry. Musiałem dociągnąć. Kiedy wylądowałem, szybko położyłem ją na tylnym siedzeniu, worek natomiast, cisnąłem do bagażnika. Szybko podbiegłem do Belli. Luke podłożył ręcznik pod ranę dziewczyny. Wziąłem drugi i otarłem krew. Moja przyjaciółka była bardzo blada.
- Michael - szepnęła - dziękuję.
- Za co? - spytałem zrozpaczony - nie udało mi się cię ochronić! Zaraz umrzesz.
- Dziękuję ci, że wyrwałeś mnie z objęć Jacksona... widzę światło...
- Luke, ambrozja! - szybko podał mi sakiewkę pokarmu bogów. Wsypałem trochę do ust Belli. Moją uwagę zwrócił "Hermes o świecie" leżący na przednim siedzeniu. Nagłówek nosił treść - Złote Runo przeniesione! Umieszczone zostało wraz z bandą wściekłych pierkielnych ogarów w jaskini przy kanionie przy morzu niedaleko Las Vegas...
- Złote Runo! Przypilnuj ją! Muszę lecieć. - szybko wziąłem łuk, miecz, hełm i zbroję. Poleciałem do jaskini. Pierwsze uczucia : niesamowita pewność siebie. Uda mi się, lub zginę z Bellą. Wyciągnąłem łuk. Nagle, zapłonęły pochodnie. Piekielne ogary spały. Tak! Ustrzeliłem 1, 2, 3, 4... ze dwadzieścia. Ostatni poszedł równie gładko. Coś mi mówi, że dostaną niezły ochszan od tego, kto je tu postawił. Podszedłem do gablotki i wyjąłem Runo. Nie było czasu, użyłem jedną z kulek teleportacji. Jaskinia zaczęła się zawalać. Ale ja już rozdeptałem kulkę. Chyba takiego transportu użyję, aby dostać się do Wyroczni i na Olimp. Ale znalazłem się przy naszym aucie. Luke był bliski płaczu.
- Za późno. - nie. To nie mogła być prawda!
- Bella, obudź się, proszę! - nic. I tak położyłem na nią Runo. Nie chcę patrzeć na jej martwe ciało. Zdruzgotany zacząłem kopać worek.
- Ty (kop) największy (kop) palancie (kop)  na (kop) świecie (kop). - Nagle, zaczęło się dziać coś dziwnego. Ciało Belli zaczęło świecić na złoto. Pięć sekund później wstała! Ona wstała!
- Ból. To ostatnie, co pamiętam. - wymamrotała. Śladu nie było po jej ranie.
- Bella ty żyjesz! - podbiegłem do niej i nie wiele myśląc pocałowałem w usta. Nie protestowała. Czasami Afrodyta naprawdę wkurza. Potem przytuliła mnie.
- Halo! Ja też tu jestem! - powiedział Luke. Jego też przytuliła. Dopiero teraz zauważyłem, że jest strasznie mokra. Wyrzuciliśmy zakrwawione ręczniki i wyciągnęliśmy nowe. Luke ruszył, a ja usiadłem z tyłu obejmując Bellę. Opowiedziałem jej o Runie, jak musiałem stoczyć walkę na śmierć i życie z setką cerberów i piekielnych ogarów aby jej pomóc (nie wygadajcie mnie, okej?). Zmieniałem jej ręczniki i dawałem coś do picia. Kiedy wyschła i tak nie przesiadłem się do przodu. Bez niej nie ma życia. Przód to za daleko. O matko, jaki ja się romantyczny zrobiłem!
- No, moje papużki-od niedawna- nierozłączki. Witamy w chatce wyroczni. - przed nami piętrzyła się drewniana budka, w tle było widać Metropolię - Las Vegas. Wszyscy wysiedli. Pociągnąłem za sobą worek z Jacksonem. W środku cuchnęło stęchliznom. W fotelu siedziała mile wyglądająca starsza pani. Kiedy na nią spojrzałem, od razu rzekła.

Syn Pana Gromów większość trudów pokonał, lecz niech strzeże to nie zwie się zło. Matkę odzyskasz, bratanka zaś stracisz, już do Olimpu przyjaciół zaraz przekabacisz. Nikt cię nie okłamie, lecz ktoś zaskoczy, bowiem na ciemną stronę skoczy. Syn morza jest winny, ale nie. Dobrze się dowiesz, przekonasz się. Uważaj na swą moc, nie tylko w noc. Uda ci się, lecz nie zupełnie, więcej nic nie wiem może ty dowiesz się.

                                                         **************

Po pierwsze: wiem, że przepowiednia jest beznadziejna. Po drugie: Sorki za Bellę i Michaela, ale oni do siebie tak pasują... XD

3 komentarze:

  1. Sorki? xD To chyba twój najlepszy rozdział... xD Ja też się ostatnio romantyczna zrobiłam... xD Wiesz o tym, prawda? xD Jak to czytałam miałam taki wyszczerz na twarzy, że po prostu szok... xD Dziwne, że mi czubek głowy nie odleciał.. xD Ja chcę więcej takich rozdziałów! xD Sory za dużo xD xD Liczę na odpowiedź xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha! xD Paczaj na profilowe! xD

    OdpowiedzUsuń