wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział II Nieładnie Luke, nieładnie...

Notka dla Kasi! Chciałaś, to masz... xD
                                  *****************************************
Kiedy się obudziłem, zajrzałem do szafy. Zwykle nie każdy na olimpie daje mi prezent, ale teraz nie znalazłbym boga, który nic mi nie kupił. Od Ateny dostałem czapkę bejsbolówkę, podobną do tej, co ma Annabeth. No i faktycznie zniknąłem gdy ją założyłem. Od Hermesa dostałem skrzydlate Air Maxy, od Aresa skurzany pas wojownika, czyli mały sztylet i kilka różnych rodzajów trucizn. Od Apolla złoty łuk z napisem "Michael Taylor" i kołczan złotych strzał. Był tam też krótki liścik informujący mnie, że kołczan sam się uzupełnia i, że łuk nigdy nie chybia. Od Dionizosa dostałem butelkę wina, którą dałem na ofiarę dla ojca (mnie pić nie wolno), od Hadesa dostałem kość jakiegoś nieboszczyka. A to przyjemniaczek! Od Hefajstosa dostałem ramkę ze złota, wysadzaną kamieniami szlachetnymi. W środku był obraz przedstawiający radę bogów w jakiejś kłótni. Namalowany przez Apolla. Od Posejdona dostałem glony. Nie no, cudowny prezent! Chyba najlepszy! Od Demeter dostałem małe drzewko w doniczce. Od Hesti dostałem ogień, który ogrzewa, ale można go dotknąć i wsadzić do słoika. Został prezent od ojca. Duża paczka. Rozwinąłem ją i zobaczyłem przed sobą książkę. "Dzieci Zeusa - ich moce". Coś niesamowitego! Jest to książka o wszystkich mocach dzieci Zeusa. Był do niej przyczepiony liścik.
 
14 lat to już coś, Michael. Istnieje pewne proroctwo, że dziecko Zeusa ocali ten świat. Nie powiedziane jest kto, nie powiedziane jest przed czym, ale powiedziane jest, że w wieku lat 16. Jest to bardzo blisko Twego wieku, więc każdy zaczął przygotowywać Cię jak tylko się da. Poradnik, który dostałeś ode mnie pokaże Ci, do czego jesteś zdolny podczas burzy i nie tylko...
                            Twój ojciec Zeus

PS Przepraszam za "prezenty" moich braci.
 
Nie dostałem nic od Hery. Nie lubi mnie, bo Zeus ją po raz setny zdradził. A ja jestem owocem tego związku. Artemida też mi nic nie dała. Na misji zabiłem bezbronnego jelonka, żeby mieć coś do jedzenia. Od tego czasu za mną nie przepada. Dziś jest straszna burza. Z piorunami. Okazało się, że obudziłem się o 6:30. Poszedłem poćwiczyć. Według książki mogę przywołać piorun i umieścić go w mieczu lub tarczy. Coś takiego pod napięciem to broń straszliwa. Wyciągnąłem rękę ku niebu. Piorun się do mnie zbliżał! Przez chwilę miałem centymetr nad ręką kłębek piorunów! Wskazałem tą ręką na tarczę i piorun tam powędrował. Tarcza świeciła teraz na niebiesko. Kiedy ją dotknąłem, jej blask tylko się wzmocnił. Czułem tą energię. To samo zrobiłem z mieczem. Poczułem, jakbym mógł łamać drzewa i przenosić góry. Podszedłem na arenę. Sprawdziłem swoje możliwości na manekinach. Po pięciu sekundach leżały całe pocięte na ziemi. Więcej nie niszczyłem. Fundusze Obozu Herosów są ograniczone. Wróciłem do domku. Kiedy puściłem miecz i tarczę, poczułem się bardzo zmęczony. Brakowało mi energii. Padłem zmęczony na łóżko. Natychmiast zasnąłem. Sen nie był jakiś straszny. Był za to obrzydliwy. Miałem nadzieję, że to tylko koszmar.
 
Siedziałem na ławce obok wyglądającej samotnie Belli. Płakała. Nie wiedziałem co się stało, ale było mi jej szkoda.
 - Co się stało? - zapytałem. Brak odpowiedzi. No tak. To przecież sen. Z oddali usłyszałem odgłosy, przez co Bella zaszlochała jeszcze głośniej. Udałem się w stronę dźwięku. Pod lasem, ze krzakami stał Luke i Annabeth. Całowali się. Poczułem mieszaninę uczuć. Z jednej strony to dobrze, że Luke znalazł sobie dziewczynę. Z drugiej, czułem się wściekły na syna Hermesa. Wszystko wskazywało na to, że Bella się w nim zakochała. Było mi też niedobrze. Co jak co, ale sami przyznacie, że to obrzydliwe. Było też to trochę śmieszne. Zażenowanie też dawało mi się we znaki. Postanowiłem nie mówić nic przyjaciołom o czym wiem.
 
Obudziłem się około 10:00. A właściwie obudził mnie Luke.
- Chejron zwołał naradę herosów! Żwawo, żwawo Michael! - Powiedział z błyskiem w oku. Coś czułem, że mój sen nie był zwykłym koszmarem. Ubrałem się i szybko zjadłem śniadanie w mojej kuchni. Zwykle jem tu z Lukiem. Mam wtedy towarzystwo, nie to co w stołówce, gdzie każdy siedzi ze swoimi braćmi. Kiedy już się ogarnąłem, ruszyłem ku drzwiom. Syn Hermesa zatrzymał mnie.
- Ubierz się, jak na pole bitwy przystało. - podał mi moje naładowane piorunami tarczę i miecz, oraz skurzaną zbroję.
- Znowu bitwa o flagę? - nie kryłem zdziwienia. Ten rodzaj ćwiczeń był zawsze w poniedziałki, a dziś był wtorek.
- Będzie nowy. Trzeba go zapoznać z, jak powiedział Chejron "każdym rodzajem ćwiczeń".
- Kto to?
- Percy Jackson. Syn Posejdona.
 
                                                            ******************************
 
Staliśmy przy scenie. Chejron trzymał ramiona nienaturalnie chudego chłopca z czarnymi włosami i zielonymi oczami. Jackson. Coś mi mówiło, że nie będę za bardzo lubił swojego kuzyna.
- Oto Percy Jackson. Nie ma jeszcze przedziału. - zawołał centaur. Wszyscy czerwoni (w tym ja) zachichotali. Nagle odezwał się Jack.
- Weźmiemy go. - powiedział do Chejrona, po czym zwrócił się do Jacksona. - Jestem Jack, syn Ateny i szef Błękitnych. Gdzie twój hełm?
- Nie mam hełmu. - powiedział strasznie wysokim głosem Percy. Jerry, syn Demeter rzucił mu hełm zakończony niebieskim pióropuszem.
- Zaczynamy grę o flagę! - ryknął Chejron. Jackson był strasznie oszołomiony.
- Układ taki jak zawsze! - krzyknął Luke. Jak zawsze. Ja, on, Annabeth, David, Mike, Alex (synowie Aresa), Ben, Anne, Aileen i Bella (dzieci Apolla) atakujemy. Reszta, broni flagi siedząc na drzewach. Trochę to dziwne, ale taki układ jest zawsze najlepszy. Bella miała zaczerwienione oczy, a kiedy Luke poprawiał Annabeth zbroję, usiłując się nie rozpłakać powiedziała mi, że idzie do toalety, po czym oddaliła się w stronę domku Apolla. Przesiedziała tam przez całą grę o flagę. Szkoda. Bo działo się, oj działo! Popędziłem tam, gdzie zwykle trzymają flagę. Idioci z nich, mówię serio. Była tam. Już miałem do niej podejść, kiedy drogę zastawili mi Jackson i Jack. Bez problemu powaliłem obu. Syn Ateny stracił przytomność. Jackson najwyraźniej go lubił, bo wstał z wyrazem wściekłości na twarzy.
- Jak mogłeś?!- zrobił kilka chwiejnych kroków w moją stronę wziął zamach i uderzył w mój miecz. Walczyliśmy przez kilka chwil. W końcu mi się znudziło. Uruchomiłem "skrytą moc" mojego miecza i walnąłem w niego piorunem. Strasznie wyczerpujące. Ale wziąłem sztandar i pobiegłem zawiadomić kolegów z drużyny. Wszyscy się cieszyli, a Luke tak, że przytulił i pocałował Annabeth. Wszystko ucichło. Do nikogo nie dotarło, co się właściwie stało. Bella, która właśnie "wróciła z toalety" zawyła jak syrena okrętowa i pobiegła do swojego domku. Bez namysłu, puściłem się za nią.
 
                                     *****************************************
 
Powiem jedno. Nigdy, przenigdy nie znajdziecie już na tym blogu takich rozdziałów. Zrobiło mi się niedobrze, kiedy go pisałam. 

piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział I Normalny dzień

Nazywam się Michael Taylor i mam 14 lat. Nie mam krewnych, nie licząc zgłupiałego do reszty kuzyna, Percy'ego Jacksona, syna Posejdona. Matka zmarła przy moim porodzie. Nazywała się Aggie Taylor i była podobno piosenkarką. Była dosyć ładna. Tak mi przynajmniej powiedziano. Mieszkam w Obozie Herosów od kiedy skończyłem roczek. Jackson przyjechał tu miesiąc temu. Przyznaje, te triki z wodą nie są złe, ale uważa się za najlepszego na obozie,  mimo, że nigdy nie był na misji. Nie raz wygrałem z tym idiotą. Mam kumpla, Luke'a, syna Hermesa i kumpelę, Bellę, córkę Apollina. Utrzymuję także dobre kontakty z Clarisse, córką Aresa, Victorem, synem Dionizosa (Pana D.) z Annabeth i Leokidiuszem, dziećmi Ateny. Ci bogowie lubią mnie, bo ja lubię ich dzieci. Jeśli chodzi o walkę, Jackson nigdy ze mną nie wygrał, bo on czerpie siłę z wody, a ja ze wszystkiego. Mój ojciec to sam Zeus! Pan tego świata! Wybudował mi piękny dom z białego marmuru z widokiem na góry. Meble są złote. Lub przynajmniej pomalowane na złoto. Jest tam salon, kuchnia, mój pokój, pokój dla gości (gdzie często sypia Luke), łazienka, strych, przedsionek, pokój gier, zbrojownia, "gabinet", sala ćwiczeń, balkon i mały ogródek. Nie zajmuję się nim zbytnio, mam dużo treningów. Jednak jest on i tak piękny, ma niespotykane kwity - złote róże, diamentowe tulipany i szmaragdowe stokrotki. Kwiatów jest oczywiście więcej. Luke lubi u mnie spać. On sam śpi w jednym, jednopokojowym, małym domku z 24 rodzeństwa: Andy, Andrew, Gabrielle, Yvonne, Ann, Paul, Larys, Feliodor, Leona, Fotyn, Gereonidiasz, Ksenia... nie da się ich wszystkich spamiętać! Każdy skrawek podłogi, to miejsce, gdzie śpi na przykład Ann. No masakra! Jeśli chodzi o zakwaterowanie, zaraz po mnie najlepszy domek mają dzieci Apollina. Jest to masywny budynek, nieco większy od mojego, co nie zmienia faktu, że bóg sztuk pięknych ma synów i córek 16. Mają tam małą zbrojownie, salon, 4 pokoje, strych, piwnicę i tor łuczniczy. Jest tam też oczywiście jeszcze łazienka i kuchnia. Jackson ma drewniany domek z widokiem na jezioro... Ach co ja gadam o domkach! Opowiem wam moją historię. Powinna być ciekawa.


- Zaczynamy grę o flagę! - krzyknął Chejron. Ucieszyłem się. To mój ulubiony rodzaj treningu. Na głowę włożyłem hełm zakończony czerwonym pióropuszem. Wziąłem swojego ukochanego Niszczyciela ze zbrojowni. To miecz, który był podobny do Szerszenia Luke'a. Też zrobiony z dwóch materiałów. Tylko trochę innych. Ostrzejszych. Lepszych. Niebiański spiż, jak jego i prawdziwy diament z drugiej strony. Potrafi pociąć każdego potwora na kawałki. Nieśmiertelnych i śmiertelnych również. Jak mówiłem wcześniej, bogowie mnie lubią, prawie jak Heraklesa. Ten miecz dostałem od Aresa na urodziny, razem z tarczą, która nigdy się nie spali, nie zarysuje. Od Ateny dostałem jeszcze bardzo lekką, skórzaną zbroje. Niby skórzaną, a nic jej nie przebije. Chejron był przeciwny tym podarkom, ale wtedy ojciec zesłał na Obóz wielką burzę. Ja wtedy czułem się świetnie. Nie wiedziałem wtedy, do czego jestem zdolny. Nie ważne. Chejron już mi tak nie ufał. Jakbym zaraz miał zmordować połowę śmiertelnych. Na obozie najważniejsza jest jednak sympatia Pana D., więc się nie za bardzo przejąłem. Wracając do gry.
- Start! - krzyknął centaur. Wszyscy rozbiegli się po lesie. Byłem dziś dziwnie zmęczony. Dotknąłem ziemi. Od razu poczułem przypływ energii.
- Michael! Wiem gdzie jest ich flaga! - krzyknął Luke. - jest 50 kroków na zachód od wielkiego domu.
- Ok! - odkrzyknąłem. Luke walczył ze swoim bratem, Fortynem. Szerszeń zranił go dogłębnie, a jego miecz obciął czerwony pióropusz Luke'a. Pobiegłem za Wielki Dom. Natknąłem się na dzieci Apollina i Ateny. Wszyscy jak jeden mąż strzegli flagi, nie licząc Annabeth i Belli, które były czerwonymi. Ostatni raz dotknąłem ziemi. Zakradłem się od tyłu. Bezgłośnie powaliłem z 5 osób jednym zamachem. Reszta oczywiście się zorientowała. Było źle. Połowa dzieci Apolla miała łuk i kołczan ze strzałami. Ja na szczęście miałem swoją zbroję. Strzały odbijały się ode mnie. Nie mieli mieczy. Zraniłem ich. Z dziećmi Ateny nie będzie tak łatwo. Na szczęście ma ich 7, a 3 powaliłem kiedy podszedłem ich od tyłu. Zaczął James. "Przypadkowo" dotknąłem drzewa obok. "Ojcze, pomóż mi!" - pomyślałem. Zaczęliśmy. Od razu go powaliłem. Rozkręcam się! Alice, Jack, Chris. Wszyscy leżeli poranieni. Wziąłem flagę. Jak zwykle wygraliśmy. U mnie w domu była mała imprezka. Żadna nowość. Kiedy położyłem się do łóżka, nie chciało mi się spać. Nagle usłyszałem znajomy głos. Głos ojca. "Dobrze się spisałeś, Michael.".
- Dziękuję, ojcze. - wyszeptałem. "Wiesz, że w maju są twoje urodziny"
- Wiem. 22 maja, dokładnie. - "Czy przydał ci się hełm, który dostałeś ode mnie rok temu?" - spytał. Rok temu dostałem od niego hełm, który podpowiada co zrobić w walce.
- Tak. Mówiłem ci to, ojcze. - odparłem. "Chcę ci w tym roku dać coś, co uczyni cię niczym Heraklesa. A przy okazji oddać ci to, co inni bogowie chcą ci podarować."
- Dzięki ci, ojcze Zeusie. Dzięki ci za to, co dla mnie zrobiłeś. - "Rzeczy pojawią się u ciebie jutro, w szafie. Teraz chcę z tobą porozmawiać. Skradziono mi piorun." To był dla mnie szok. Kto mógł się ośmielić?
- Jak to? Nie możliwe! Kto? - "Syn Posejdona. Perseusz Jackson."
- Syn Posejdona dostał imię po moim bracie? Jak on się ośmielił zabrać ci coś tak cennego?! - "Nie wiem, jak mu się udało. Mam jednak dla ciebie misję. Przyprowadź go na olimp. Razem z moim prezentem dostaniesz dwie perły, pożyczyłem od Posejdona. Nie wiedział po co mi to. Masz mu powiedzieć, że jego ojciec go wzywa. Rozdepczcie perły i pomyślcie Olimp. Znajdziecie się tam. Śpij dobrze."
- Wzajemnie ojcze. Wzajemnie.

                                        ******************************************

Jak zapewne zauważyliście, jest to trochę z filmu, trochę z książki. Kilka rzeczy jest pozmienianych. Na przykład Luke jest wśród czerwonych. Jeśli wam się notka spodobała, koniecznie ją skomentujcie. A w następnym rozdziale: Jackson - nienawiść od pierwszego wejrzenia. Czy coś w tym stylu.