czwartek, 29 maja 2014

Rozdział VIII Bliskie spotkania 3 stopnia

Ta nocia jest dla Kiary xD Dzięki, że komentujesz (i mam nadzieję, że czytasz xD)

                                                     *********************

Euforia po odzyskaniu mamy powoli (bardzo powoli) mijała. Byłem strasznie zmęczony. Zatrzymaliśmy się w jakimś hotelu. Jutro mamy zamiar porzucić samochód i wsiąść w samolot. Zaparkowaliśmy i poszliśmy się zameldować. Przy ladzie recepcji stała jakaś babka w turbanie i okularach przeciwsłonecznych.
- Witajcie sss... w hotelu El Domossss - przywitała nas z sykiem. Nie jestem taki głupi. Gorgona. Jaka NORMALNA babka założyłaby okulary przeciwsłoneczne o 3 nad ranem? No właśnie. Rozejrzałem się. Wokoło nikogo nie było. Powoli wyciągnąłem Niszczysiela i... ona zamierzała zdjąć okulary!
- Zamknąć oczy! GORGONA! - Wrzasnąłem. Chyba mi uwierzyli. Ja schowałem się za fotelem.
- Sssynu Zeusssa... pokaż mi sssię! - mruknęła. - och, kogo my tu mamy. Córeczkę Apollina. No moja mała. Muszę, przyznać, żeś ładna sss... - nie zamknąłem oczu. Nie dbałem o to. Walnąłem ją mieczem prosto w szyję. Głowa jej odpadła.
- Możecie otworzyć oczy. Nie żyje! - Luke wpatrywał się oniemiały w martwą recepcjonistkę. Bella rzuciła mi się na szyję i pocałowała. I nagle... tak, wiedziałem, że to się tak skończy. Wszedł tu kierownik hotelu. Wytrzeszczył oczy.
- Wiejemy! - wrzasnął Luke. Popędziliśmy do samochodu. Kiedy wybiegliśmy z budynku, już za nami szła ochrona. Nie było czasu! Zamieniłem się w konia. Zarżałem wskazując na grzbiet. Bella była tak oniemiała, że Luke musiał ją podnieść i posadzić mi na grzbiecie. Dotarliśmy do samochodu. Zamieniłem się znów w człowieka i wpakowałem się na tyły. Ręce - są. Nogi - są. Plecak - jest. Jackson w worku - jest. Bella wciąż oniemiała.
- C-co się s-stało? Czy ty jesteś... - spuściłem wzrok.
- Potomkiem argonauty, najwyraźniej.
- Czemu mi nie powiedziałeś?
- Ja się bałem, że... że mnie odrzucisz.
- Co? Dlaczego?
- Bo jestem spokrewniony z Jacksonem...
- Och, jaki ty jesteś... - nie dokończyła bo ją pocałowałem. A potem przytuliłem. I tak jechaliśmy na lotnisko. Kupiliśmy bilet na klasę premium, a co tam! Jak się ogarnęliśmy i w ogóle, okazało się, że mamy jeszcze półtorej godziny oczekiwania. Bella oparła się o moje ramię i zasnęła. Wziąłem z niej przykład. Spałem tak krótko, że nie zdążyłem mieć snu. Zaraz Luke mnie obudził i powiedział, że za 15 minut odlatujemy. Nieco bardziej wypoczęty ruszyłem ku bramce 38. Podaliśmy pani stewardesie bilety i siedzieliśmy w wygodnych fotelach w klasie premium. Było po 8 foteli w jednym rzędzie. 4 po prawej i 4 po lewej. Luke usiadł przy oknie. Bella obok niego, ja obok niej i jakiegoś faceta w czerwonej bluzie i ciemnych spodniach. Dlaczego to tak długo trwa? Kiedy odlatujemy?
- Michael Taylor, syn Zeusa. Witaj, braciszku. - Aha. Okej. No jasne... złość o byle co i brat...
- Ares. Jak miło cię widzieć.
- Jak tam na misji? Spodobał ci się mój list?
- Jaki... - list z początku! Dzięki co za perły... przydadzą się...
- To TWOJA sprawka? - przez jego aurę miałem ochotę go uderzyć.
- Moja. Ale była fajna zabawa, co?
- Eee... - w sumie... inaczej nie zacząłbym chodzić z Bellą i w Obozie też się tyle nie walczyło...
- Nie powiem, było nieźle. - po co się kłócić z bratem? I... bogiem przy okazji?
- Tak myślałem. Nawiasem mówiąc, twoja koleżaneczka Belira...
- Bella. - zazgrzytałem zębami.
- Nie ważne. On nie ma w sobie tylko krwi Apolla. Jej praprapraprapraprababcią jest...
- Afrodyta. - To dlatego tyle osób się za nią ogląda. Ma tą naturalną urodę, nie lubi się pindrzyć. To ma SENS.
- Zgadłeś chłopie. Dobry wybór.
- Coś do picia? Jedzenia?
- Nie dziękujemy. - powiedział Ares. Stewardesa sobie poszła.
- Ej! Ja jestem głodny! - zaprotestowałem. Byłem naprawdę zły.
- Masz! - Bóg wojny machnął ręką i pojawiły się... oranżada wiśniowa i żelki! Firmy Boooskie słodycze. Pycha.
- Ęk...i an...e resie! - powiedziałem z zapałem pałaszując moją przekąskę. Ares kiwnął głową, pstryknął palcami i rozmazał się w powietrzu. Objąłem Bellę ramieniem. To ma sens... i zasnąłem.


                                                                     ************

Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Bella i Michael ♥♥♥



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz