**************************************
Wpadłem jak burza do domku Apollina. Dosłownie. Znalazłem pokój, który moja przyjaciółka dzieliła ze swoją przyrodnią siostrą, Eve. Dawno już tu nie byłem. Sporo się pozmieniało. Na ścianach nad łóżkiem Eve wisiały plakaty z Elvisem Presleyem. Z opowiadań Belli słyszałem, że jej przyrodnia siostra niedawno go "pokochała". Tak, tak się wyraziła. Do drzwi były przykute dwa gwoździe. Na nich wisiały dwa łuki. Na szafce nocnej Belli była masa zdjęć przedstawiających mnie, ją i Luke'a. Ona sama siedziała na łóżku płacząc. Usiadłem obok niej. Już nie czułem mieszaniny uczuć jak we śnie. Teraz czułem tylko gniew na syna Hermesa.
- Hej, co się stało? - spytałem. Spojrzała na mnie zaczerwienionymi oczami.
- Luke ja go... - głos się jej załamał. Zaniosła się płaczem. Objąłem ją ramieniem.
- Dzięki, że jesteś, Michael. Bez ciebie nie... nie dałabym rady.
- Będzie dobrze. Założę się, że Luke'owi - to ostatnie słowo wypowiedziałem zdławionym tonem - jest teraz bardzo głupio.
- Nie miej do niego pretensji, Michael. On... on jest szczególnie związany z Annabeth. Znasz historię swojej siostry? Thali?- Przemienionej w sosnę? - spytałem. Przytaknęła.
- Widzisz, oni byli dla siebie jak rodzina. Uciekali razem od swoich. Ja też kiedyś uciekałam. Miałam wtedy towarzysza. Nazywał się. - przełknęła ślinę. Jej oczy zapłonęły gniewem. - Chris. To znaczy Hyperion.
- Towarzyszył ci Hyperion? - spytałem z niedowierzaniem. Skinęła głową.
- Podawał się za syna Hermesa. Pod postacią Chrisa Traitora, śledził mnie dla kogoś. Nie wiem dla kogo.- słuchałem z uwagą.
- Jak odkryłaś, że jest Hyperionem?- spytałem.
- Rozmawiał z kimś przez tęczę. Nie widziałam z kim. Podawał komuś raport z tego dnia, a tamten tajemniczy gostek powiedział "Dobra robota, Hyperionie!". Byłam w szoku. Chwyciłam łuk i trafiłam go strzałą z grotem z niebiańskiego spiżu. Rozpadł się w pył. Miałam wtedy 10 lat, więc nie wiedziałam co z sobą zrobić. Obiecałam sobie przecież, że nie wrócę do matki.
- Co się z nią stało? - zapytałem. Przełknęła ślinę.
- Czy nazwisko Arcus nic ci nie mówi? - poczułem jak przewraca mi się w żołądku. Yvonne Arcus była jedną z najbardziej poszukiwanych morderców w Ameryce.
- Nie zawsze taka była. - powiedziała ze smutkiem. - Nawet mój ojciec, Apollo nie mógł przewidzieć co spowoduje odejście jego od niej. Wściekła się, zaczęła robić wszystko, aby znów się z nim spotkać. Kiedy ktoś się śmiał z mojego taty, zabijała go i krzyczała "Nie obrażaj mojego kochanka! On do mnie WRÓCI!". - Znów się rozpłakała. Przytuliłem ją. Naprawdę nie wiedziałem jak ją pocieszyć. W końcu spytałem, zanim zdołałem ugryźć się w język.
- Jaka ona dla ciebie była? - zdziwiłem się, kiedy przestała płakać.
- Zgadnij. - och jak ja kocham sarkazm! - Sorki. Nie pomyślałem. - twarz, którą poprzednio wykrzywiała wściekłość, złagodniała. Mimo to, widać było, że jest smutna. Ej, colo! to lew zwany Loy. Mój ojciec wymyślił lwy, podobnie jak kilka innych zwierząt więc mam z nimi połączenie telepatyczne, czy coś tam.
- Loy jest w ogródku. - powiedziałem. Dasz wapno na drut?
- CO?! - zapytałem. Lew przewrócił oczami. Czy twój stary może gadać?
- Nie mam z nim kontaktu! A skąd ci się wzięło "Dasz wapno na pręt"? - Na DRUT! Jestem nieśmiertelny, gościu. W starych, dobrych czasach jak gadałeś z kumplami przez telefon i któryś z nich chciał twoich starych do telefonu to mówili to zdanko.
-Ok... - Nie za bardzo rozumiałem, ale takie życie... - To co tam u ciebie? - A, nic ciekawego. Latam sobie tam i tu. Spotkałem piękną lwicę. Stary, to jest coś. Nazywa się Shoon...
- Loy! Jak miło cię widzieć. - Bella wyszła na zewnątrz. Zaczęła drapać lwa za uszami i po plecach. Loy mruczał zadowolony. Wszyscy byliśmy szczęśliwi. Zobaczyłem w oddali Luke'a ze srebrnymi fiołkami. Jeśli to były kwiaty od mojego ogródka, potraktuję go błyskawicą. I tak poczułem gniew, gdy go zobaczyłem.
- Przepraszam, Bella. Nie wiedziałem... - głos mu się załamał.
- Spoko. - dziewczynie to wystarczyło. Nie wiem jak, ale mi też.
- Michael. Perły zniknęły. - zwrócił się do mnie.
*********************************
Biegłem do mojego domu tak szybko, jak się tylko dało. Kiedy wszedłem do pokoju, czekał na mnie niezły bajzel. Książki były porozwalane na podłodze, a potem, strzałę od łuku znalazłem na poduszce. Kiedy to wszystko ogarnąłem ( co trwało z 2 godziny. Dziś na inspekcję przychodzi Silena od Afrodyty, a ona jest strasznie wybredna) podeszłem do szafeczki w której leżały "Dzieci Zeusa - ich moce". Drżącymi rękoma otworzyłem ją. Książka była na miejscu. Kamień spadł mi z serca. No, ale pereł nie było. Padłem zmęczony na łóżko. Coś było nie w porządku. Mianowicie, coś uciskało mi plecy. Kiedy wstałem, zobaczyłem kartkę, taką wiecie jak sobie śmiertelnicy dają na urodziny.
Serdecznie Cię pozdrawiam, Michaelu Simonie Taylor.
Te perły na sto procent mi się przydadzą. Życzę powodzenia
na tej twojej "misji". Tatuś już cię nie będzie chronił.
Podziękuj Perseuszowi Wiliamowi Jacksonowi
*******************************************
Buahahahahaha! Teraz czekajcie w męczarniach na cd! A tak serio, to i tak będzie niedługo...
*********************************
Biegłem do mojego domu tak szybko, jak się tylko dało. Kiedy wszedłem do pokoju, czekał na mnie niezły bajzel. Książki były porozwalane na podłodze, a potem, strzałę od łuku znalazłem na poduszce. Kiedy to wszystko ogarnąłem ( co trwało z 2 godziny. Dziś na inspekcję przychodzi Silena od Afrodyty, a ona jest strasznie wybredna) podeszłem do szafeczki w której leżały "Dzieci Zeusa - ich moce". Drżącymi rękoma otworzyłem ją. Książka była na miejscu. Kamień spadł mi z serca. No, ale pereł nie było. Padłem zmęczony na łóżko. Coś było nie w porządku. Mianowicie, coś uciskało mi plecy. Kiedy wstałem, zobaczyłem kartkę, taką wiecie jak sobie śmiertelnicy dają na urodziny.
Serdecznie Cię pozdrawiam, Michaelu Simonie Taylor.
Te perły na sto procent mi się przydadzą. Życzę powodzenia
na tej twojej "misji". Tatuś już cię nie będzie chronił.
Podziękuj Perseuszowi Wiliamowi Jacksonowi
*******************************************
Buahahahahaha! Teraz czekajcie w męczarniach na cd! A tak serio, to i tak będzie niedługo...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz